Epoka baroku, wnosi do kultury europejskiej, w renesansie niespotykany chaos i niepokój. To sprawia, że już od początku barok widziany jest w opozycji do wieku odrodzenia, pełnego harmonii i spokoju. Często okres ten postrzegany jest jako nurt pełen sprzeczności, przeciwieństw, pozornego konfliktu przedstawianych wartości. Artyści barokowi zdają się być nieco zagubieni w świecie który przecież sami kreują. Jednak to tylko ułuda, gdyż epoka baroku jest momentem wyzwolenia artystycznego, poeta staje się zarówno niewolnikiem swojego talentu, który musi wyzwolić za pomocą poezji, a jednocześnie sam jawi się jako kreator, ma świadomość swojej władzy nie tylko nad słowem, ale przede wszystkim nad czytelnikiem, który w obliczu jego „słownej żonglerki” jest bezwolny, poddany wprost niewypowiedzianej sugestii, całkowicie zdany na wskazówki autora. Poezja barokowa wobec potencjalnego czytelnika jest wobec tego swego rodzaju labiryntem, w którym właściwą drogę zna jedynie autor, który jeśli zechce może owego czytelnika przez ów labirynt niedomówień, zawiłości i podtekstów poprowadzić, ale też jeśli zechce, co zdarza się często w poezji baroku, może owe tropy celowo mylić, gubić, prowadzić czytelnika zupełnie błędnymi drogami, poprzez to szukając nowych sensów, znaczeń, metafor. Dla poety barokowego, poezja jest polem manewrowym, poligonem na którym może sprawdzić swoje umiejętności, ale także miejscem zabawy, pretekstem do swoistej gry z odbiorcą. Odtąd liryka nie służy jedynie wrażeniom estetycznym, jak miało to miejsce w renesansie. Poeta odrodzenia wyrażał wprost swoje zachwyty, nostalgie, radości, smutki. Czytelnik z łatwością mógł się z takim podmiotem lirycznym utożsamić, rozumiał go, wraz z nim się cieszył, smucił i przeżywał katharsis. Barok w tej materii wywraca cały ten porządek do góry nogami, w poezji barokowej nie ma miejsca na dosłowność przekazu, bowiem to świadczy o marnym kunszcie jego autora, a ponadto uniemożliwia doszukiwania się różnych sensów i znaczeń. Ponadto poezja baroku stawia sobie za cel wątpić. Bardzo często zwątpienie to przejawia się jako utrata nadziei,pozbawienie złudzeń, wydarcie z objęć niosącej pocieszenie wiary. Jednakże swoiste zwątpienie jakie można zauważyć w wielu utworach tej epoki i które zdaje się być motywem przewodnim barokowej poezji w ogóle, nie ma na celu przygnębić czytelnika, pozbawić go sensu życia, zniszczyć egzystencjalnie, ale tym czytelnikiem poruszyć, wzbudzić w nim niepokój, spowodować że zacznie się nad danym problem zastanawiać, oglądać go z różnych stron, a nie jak dotąd jedynie z jednej, w jego odczuciu właściwej, niezmiennej i trafnej. To odbiorca sam ma odnalezc odpowiedz, poezja ma być dla niego jedynie inspiracją do dalszych refleksji. Poezja baroku genialnie oddaje sylwetkę człowieka tamtych czasów. A zatem jawi na się on jako postać przede wszystkim o bardzo zmiennym charakterze, bezustannie targana emocjami, którą jej silna emocjonalność zarazem kieruje i niszczy. Człowiek w poezji barokowej jawi się nam jako postać, która nagle została wyrwana z długiego, błogiego snu, jakim był renesans. Ten człowiek, który wyrastał na ideałach odrodzeniowych, uświadamia sobie, że rzeczywistość jest w istocie okrutniejsza, a w konfrontacji z nią wszelkie starożytne filozofie nie mają racji bytu. Wobec tego szuka odpowiedzi przede wszystkim w wierze, Bóg może okazać się panaceum na jego troski, etyczne dylematy, czy wewnętrzne rozdarcie. Jednakże siła wyższa w baroku, to już nie ten sam Bóg- stwórca, sprawiedliwy, aczkolwiek dobry Ojciec, w którym człowiek może pokładać swoje nadzieje. Bóg w baroku to istota nieprzystępna, niemalże obca człowiekowi. Wobec Boga człowiek baroku jest słaby, nie doznaje Jego opieki, nie czuje się obdarzony boską opatrznością, jest zdany wyłącznie na siebie. Bóg nie ingeruje w życie człowieka, pozwala mu wybrać i to jego osobiste poszukiwania właściwej drogi, przybliżają go do Boga. Ogromny wpływ na sposób myślenia ówczesnych ludzi miały przeobrażenia religijno- kulturowe jakie miały miejsce w owym czasie w niemal całej Europie. Bowiem na podłożu silnego nurtu reformacyjnego, jaki ogarnął Europę w XVI wieku, dochodziło do rozłamów w łonie Kościoła katolickiego. W obliczu walki o dominację pomiędzy pomiędzy kościołami reformowanymi, a Kościołem katolickim zwołano sobór trydencki, którego celem było doprowadzenie do odzyskania prestiżu religii katolickiej i podreperowania nadszarpniętej reputacji dostojników kościelnych. Zwołano do Trydentu sobór, który obradował w latach. Wówczas dochodziło do licznych aktów konwersji religijnych, nierzadko nawet kilkukrotnych. Fakt ten obnaża w całej okazałości chwiejność człowieka na tle moralno- etycznym , intensywność jego poszukiwań religijnej tożsamości, jak i częste incydenty rozczarowania własnymi wyborami. Toteż poezja barokowa staje się dla nich drogowskazem, a dla poetów rodzajem filozoficznej rozprawy, swego rodzaju artystycznej dywagacji, gdzie odpowiedz odnajduje tylko sam autor. Poezja baroku pełna jest wyrażeń ekspresyjnych, prowadzących do silnych doznań emocjonalnych, jakie wzbudza. A jednocześnie jest to poezja bardzo osobista, introwertyczna, nacechowana nierzadko metafizycznością. Dla człowieka baroku świat jaki go otacza jest niepojęty, nie jest go w stanie ogarnąć myślą, jawi mu się jako skomplikowany w swojej sprzeczności labirynt, pełen paradoksów i pozorów, które maskują jego prawdziwe oblicze wobec człowieka, o ile takie w ogóle ów świat posiada. Toteż nie dziwi, że stara się poznawać świat sferą zmysłów i dzięki niej chętnie wyraża swoje odczucia, bowiem zmysły, mimo iż często zwodnicze i mylące, to jednak są dla człowieka w baroku determinantem ich zachowań, wyborów i sposobu postrzegania świata. Szczególnie silna eksplorowana jest w liryce barokowej sfera doznań wzrokowych, gdyż autor odwołując się do doświadczeń wizualnych odbiorcy, najsilniej może wpływać na ludzką psychikę, a także nią manipulować. Sfera zmysłu wzroku oddziałuje bowiem na odbiorcę najsilniej, przywodzi na myśl najwięcej różnorakich skojarzeń, gdyż to właśnie za pomocą wzroku, człowiekowi udaje się poznać i zbadać najwięcej zjawisk. Jednak z drugiej strony, jest to zmysł, który najczęściej człowieka gubi, za pomocą którego najprościej człowieka zmylić.
Widać to szczególnie w utworze Na oczy królewny angielskiej Daniela Naborowskiego [1]
"Twe oczy Kupido na wsze ziemskie kraje,
Córo możnego króla, harde prawa daje,
Nie oczy, lecz pochodnie dwie nielitościwe,
które palą na popiół serca nieszczęśliwe.
Nie pochodnie, lecz gwiazdy, których jeszcze zorze
Błagają nagłym wiatrem rozgniewane morze
Nie gwiazdy, ale słońca pałające różno,
Których blask śmiertelnemu oku pojąć próżno,
Nie słońca, ale nieba, bo swój obrót mają
I swoją śliczną barwę wprzód nie dają.
Nie nieba, ale dziwnej mocy są bogowie
Postawią się tak nad stery ludzkimi surowie?
Nie nieba; niebo torem jednostajnym chodzi;
Nie słońca; słońce jedno wschodzi i zachodzi;
Nie gwiazdy, bo te tylko w ciemności panują,
Nie pochodnie, bo lada wiatrom te hołdują
Lecz się wszystko zamyka w jednym oka słowie:
Pochodnie, gwiazdy, słońca, nieba i bogowie."
Już w pierwszym wersie zauważamy zwrot podmiotu lirycznego do potencjalnej adresatki wiersza Twe oczy Kupido- chodzi tu rzecz jasna o boginię miłości (Kupidyn- bożek miłości) której władza i zasięg są dla człowieka nieogarnione ani rozumem, ani zmysłami. Podmiot stara się opisać w jakiś sposób „swoją boginię miłości”, jednakże każdy epitet jaki jej przypisuje, natychmiast się wyklucza poprzez kolejny, który podsuwa mu umysł. Każdy kolejny wers jest zatem zaprzeczeniem poprzedniego, niejako jest natychmiastową odpowiedzią na błędną próbę określenia za pomocą słowa, czegoś tak nieuchwytnego jak władza miłości. W tym utworze szczególnie zaakcentowane są właśnie „oczy”. Już sam tytuł sugeruje, że właśnie narzędziem wzroku będzie się posługiwał autor. Utwór ten jest pamiątką po podróży poety do Londynu, którą odbył w roku 1609. Wówczas to wraz z polską delegacją dyplomatyczną gościł na angielskim dworze królewskim i wówczas to miał zaszczyt poznać samą królową Elżbietę I, która już wtedy słynęła nie tylko z silnego charakteru i talentu politycznego, ale także ze swej wyjątkowo unikatowej urody. I to właśnie Elżbietę, poeta nazywa Kupidą, z której oczu próbuje wyczytać prawdy dla niego niepojęte, a jakże go intrygujące. Cały utwór można potraktować jako jeden, bardzo rozbudowany w swojej formy komplement, w którym autor koncentruje się jedynie na próbie opisania piękna oczu królewny angielskiej. Wiersz napisany jest trzynastozgłoskowcem, ze średniówką po siódmej sylabie. Charakteryzuje się on budową stychiczną, ale można dostrzec w nim także podział na dystychy, w których zamykają się pojedyncze sensy, co jest widoczne szczególnie w pierwszej połowie utworu. Występują rymy parzyste, żeńskie, dokładne. Pierwsze dwa wersy są bezpośrednim zwrotem do adresatki, zaś już w dalszej części utworu, podmiot liryczny skupia się tylko i wyłącznie na obrazowym opisie oczu Elżbiety I. Ciekawym zabiegiem jest niewątpliwie zastosowanie porównań łańcuszkowych, które wiążą ze sobą kolejne wersy. Z racji tego, że każdy kolejny wers jest niejako wykluczeniem poprzedniego, sama forma owego panegiryku zostaje wzmocniona, sam komplement staje się przez to bardziej skomplikowany, mniej dosłowny w swoim przekazie:
"Nie oczy, lecz pochodnie (...)
Nie pochodnie, lecz gwiazdy, (...)
Nie gwiazdy,ale słońca (...)
Nie słońca, ale nieba, (...)
Nie nieba, ale dziwnej mocy są bogowie (...)"
To właśnie zastosowanie w utworze konkatenacji (kompozycji łańcuszkowej) [2] prowadzi do hiperbolizacji efektu, jaki chce poeta osiągnąć. Niestety im podmiot bardziej stara się ująć w słowa piękno, jakie przechowuje jeszcze w pamięci, tym bardziej uświadamia sobie, ze nie istnieją takie epitety i takie zjawiska, które byłyby w stanie oddać charakter oczu angielskiej królewny. I wówczas dopiero okazuje się, że jedynie połączenie w jedno wszelkich tych epitetów, może w pewien sposób je odzwierciedlić. Zatem, okazuje się że dopiero synteza pozwala poecie, na pojęcie tego zjawiska podczas gdy on, starał się je po kolei zanalizować. Już sama taka forma wiersza oddziaływuje na podświadomość czytelnika i podsuwa mu skojarzenie wizualne, jakim jest lejkowaty „kształt” utworu. Bowiem od samego początku wiersz z każdym kolejnym wersem coraz bardziej się rozbudowywuje, by już w puencie zostać sprowadzonym do jednego- do oczu. Zatem to oczy są skupiskiem wszystkich tych epitetów. Wydawać się może że ten swoisty kształt lejka, jaki wiersz przybiera, jest niejako skupiskiem doznań wzrokowych, jaki skupiają się w jednym miejscu, na tęczówce ludzkiego oka. Zatem pojawia się teraz pytanie, czyje oko jest tak naprawdę przedmiotem owego wiersza? Czyje oczy w tym wierszu są najważniejsze? Czy tak jak sugeruje tytuł i pierwsza zwrotka oczy angielskiej królewny? Czy może oczy samego autora Daniela Naborowskiego, które przecież opisują piękno, które mogły podziwiać? A może chodzi o czy każdego potencjalnego odbiorcy wiersza, który wyobrażając sobie to wszystko, co opisuje podmiot liryczny, interpretuje obrazy w typowy tylko sobie, bardzo indywidualny sposób? Uważam, że mimo, iż panegiryk napisany przez Naborowskiego pozornie ma wychwalać piękno oczu angielskiej królewny Elżbiety I, to w istocie jest on utworem, który wychwala niezwykłość narządu ludzkiego, jakim jest właśnie wzrok.
Jednakże nie zawsze odwołując się do wrażeń wzrokowych, poeta „karmi” nas pięknymi estetycznie doznaniami. Ciekawym, a jednocześnie nieco kontrowersyjnym tego przykładem jest utwór Wacława Potockiego pod tytułem: Człowiek [3]:
"Co jest głowa? Gęstego pełen garniec błota
Co nos? Odchód plugastwa że mówić sromota
Oczy? Bańki łez, które rzewnym płaczem rodzą,
ledwie się o frasunku od serca dowiedzą
Cóż uszy? Dziury na wiatr. Gęba? Do wychodu
Brzuch? Beczka pełna gnoju i zgniłego smrodu
I czegoż się tedy, z czego głupi pysznisz człecze?
I stąd cię śmierć do grobu leda w dzień wywlecze,
gdzie dognijesz ostatka do ostatka. Ani z tobą dary
I tytuły fortuny nie pójdą na mary
Inszy się rozpościerać w tym będzie po tobie
a ty, jakoś był ziemią, ziemią będziesz w grobie."
Plastyczność tego obrazu uderza nas już na samym początku. Utwór podzielony jest na dwie części. Pierwsza jest pełnym goryczy i turpizmu studium nad ludzkim ciałem, zaś część druga to okrutna rozprawa filozoficzna nad sensem życia, utrzymana w konwencji toposu vanitas. Wyobrażając sobie wizję poety, odbiorca widzi obraz rozmyty, pozbawiony kolorów i jakiejkolwiek formy, nierównomierny, nieidealny, można by rzec: nieznośny nie dla ludzkiego oka. Obrazy, które kreuje przed oczami czytelnika rozgoryczony podmiot liryczny są niewyraźne, niemalże mieszają się ze sobą, nie są jednolite i co najważniejsze niczemu nie służą, są zbyteczne. Zarówno głowa, nos, oczy, uszy jak i brzuch zdają się nie pełnić żadnej pożytecznej funkcji w organizmie człowieka, są mu zupełnie niepotrzebne. Mało tego nie spełniają nawet funkcji estetycznej, w klasycznym rozumieniu tego słowa. Części ciała ludzkiego są tu pretekstem do polemiki estetycznej z odbiorcą, która wyraża się między innymi w sposobie postrzegania pewnych rzeczy, poeta zwraca tu uwagę na bardzo ważny problem: otóż doznanie wzrokowe jest rzeczą bardzo osobistą i każda interpretacja może być zarówno trafna jak i błędna. Podmiot liryczny zmusza odbiorcę, by ten także zechciał spojrzeć w głąb ludzkiego ciała i ujrzał może dotąd przez siebie nie dostrzegalne obrazy składające się na tak banalne części ciała jak głowa czy brzuch. Mimo iż, wydawałoby się, że podmiot stara się czytelnikowi obrzydzić obrazy, jakie przed nim kreuje, to jednak efekt jaki osiąga, jest zgoła odmienny. Odbiorca widzi bowiem sylwetkę człowieka, jaką tworzy na płótnie artysta malarz, który miesza barwy, szuka formy, zmienia i poprawia swój szkic. Takim artystą- malarzem może być właśnie podmiot liryczny, który rozmalowywuje przed czytelnikiem swoją wizję ciała ludzkiego. Wizja ta zdaje się być niedokończona, tak jakby autor zostawił sobie jeszcze margines do naniesienia ewentualnych poprawek, wprowadzenia kluczowych zmian, gdyż przecież to co obecnie widzi, to tylko obraz zniekształcony przez smutek i gorycz, jakie go przepełniają. Dychotomiczność wzrokowego postrzegania szczególnie widoczna jest w wierszu Jana Andrzeja Morsztyna Niestatek (Oczy są ogień) [4]:
"Oczy są ogień, czoło jest zwierciadłem
włos złotem, perłą ząb, płeć mlekiem zsiadłem
Usta koralem, purpurą jagody
Póki mi panno dotrzymujesz zgody
Jak się zwadzimy- jagody są trądem
Usta czeluścią, płeć blejwajsem bladem
Ząb szkapią kością, włosy pajęczyną
czoło maglownią, a oczy perzyną
Pierwsza część utworu wręcz idealnie wpisuje się w poemat petrarkistowski. Można podzielić go na dwie wyraźne części: pierwsza to obraz miłości, zaś druga jego przeciwieństwa- nienawiści. Morsztyn stosuje tutaj chiazm5 który daje wrażenie dwoistości i zarazem sprzeczności omawianych zjawisk. W utworze tym, podobnie jak u Wacława Potockiego przedmiotem obserwacji jest ciało, a konkretnie twarz kobiety. Sposób doznania wizualnego jakiego doświadcza targany emocjami kochanek, którego ucieleśnia w wierszu podmiot liryczny jest zależny od stosunku emocjonalnego, jakim w danej konkretnej chwili obdarza opisywaną kobietę. Odbiorca zatem widzi ją oczami zmiennego w swoich osądach podmiotu lirycznego. Pozwala to jednak zauważyć, że ludzkie oko widzi jedynie to, co podpowiadają mu ludzki umysł i serce. Piękno jest subiektywne i subiektywizm ten kształtowany jest przez nasze emocje, co wyraża się w wieloznaczności postrzegania tego samego zjawiska. Bowiem Oczy są ogień, ale mogą też być perzyną, włos złotem lub pajęczyną, płeć mlekiem zsiadłem ale jednocześnie blejwajsem bladem, usta koralem i czeluścią zarazem, ząb perłą ale także szkapią kością, czoło zwierciadłem i maglownią zarazem, zaś jagody zarówno purpurą jak i trądem. Istota wiersza opiera się bowiem także na kontraście innych doznań wzrokowych:
OGIEŃ- PERZYNA
ZWIERCIADŁO-MAGLOWNIA
ZŁOTO- PAJĘCZYNA
PERŁA- SZKAPIA KOŚĆ
MLEKO ZSIADŁE- BLEJWAJS BLADY
KORAL- CZELUŚĆ
PURPURA- TRĄD
Te zestawy słów są swoistą grą światłocieni, które dodatkowo wzmagają doznania wizualne odbiorcy wiersza. Tutaj też autor niczym artysta- malarz pokazuje nam barwy, które się przenikają, oddziałują na siebie lub się uzupełniają. Epitety mogą bowiem charakteryzować konkretne barwy, które służyłyby artyście do stworzenia wizerunku kobiety. Jednak tych znaczeń może być o wiele więcej, gdyż trudno oprzeć się wrażeniu, że w wierszu opisywane są dwie różne kobiety. W pierwszej strofie widzimy kobietę młodą, pełną witalności, co wyrażone jest poprzez bijący z opisu blask. Zaś druga strofa poświęcona jest kobiecie starej, której blask już niemal zupełnie zgasł, toteż opisy są pozbawione światła, szare, blade. Ta stara kobieta zdaje się być lustrzanym odbiciem młodej, mimo kontrastów jakie je dzielą, pozostają ze sobą w ścisłej relacji, bowiem omawiane są te same aspekty urody obydwu kobiet, postrzegane jedynie w zupełnie przeciwstawny sposób. Poeta w wierszu udowadnia, że kąt widzenia jest zależny od wielu aspektów, to że widzimy coś tak a nie inaczej.
Na zasadzie wizualnych przeciwieństw oparty jest także inny wiersz tegoż autora, a mianowicie sonet Do trupa6:
"Leżysz zabity i jam też zabity
Ty- strzałą śmierci, ja- strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.
Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja wolności
Zbywszy mam rozum łańcuchem powity.
Ty jednak milczysz,a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śreżodze.
Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ojców, rozsypać popiołem".
W wierszu tym podmiot liryczny to nieszczęśliwy zakochany człowiek, który prowadzi dialog z trupem. Ów trup nie jest w utworze ożywiony, nie udziela żadnych odpowiedzi człowiekowi, a mimo to pełni w wierszu rolę adresata i niejako rozmówcy. Toteż wiersz swoją budową językową przypomina nieco dziwaczną i niespotykaną rozmowę. Poeta porównał człowieka nieszczęśliwie zakochanego do nieboszczyka. Cała konstrukcja wiersza opiera się na zestawieniu analogii i kontrastów w położeniach podmiotu lirycznego oraz adresata. To zestawienie ma przekonać czytelnika, że trup znajduję się w dużo korzystniejszym położeniu, aniżeli zakochany bez wzajemności człowiek. Uwydatniony zostaje tu ogrom nieszczęść wyrządzonych przez okrutną miłość, który prowadzi do kontrowersyjnego i jakże przykrego dla podmiotu wniosku iż łatwiej być trupem niźli zakochanym. Wszelkie zabiegi jakie poeta stosuje, aby wzmocnić siłę wyrazu i tym samym przekonać do swoich szokujących tez odbiorcę wprowadzają do utworu elementy przesady, wyolbrzymienia, a zarazem sugerują czytelnikowi ekspresję uczuć, jakie targają rozżalonym kochankiem. Wiersz ten można podzielić na dwie części- pierwszą, w której autor stara się ukazać podobieństwa pomiędzy zakochanym a trupem i drugą, w której uzmysławia czytelnikowi różnice, które rzecz jasna mają wskazywać na fakt, iż zakochany znajduje się w gorszym położeniu niż zmarły. W pierwszej części sonetu kochanek stawia siebie na równi z nieboszczykiem. Twierdzi on, ze podobnie jak ów zmarły został zabity: Leżysz zabity i jam też zabity, jest blady, nie widać po nim oznak życia. Zarówno trup jak i osoba wypowiadająca się w wierszu są związani, jednak różnica pomiędzy nimi polega na tym, iż jeden ma spętane ręce, zaś drugi mówi o skrępowaniu niefizycznym, o wiele cięższym do zniesienia- a mianowicie- rozumu i wolności, wartości niezbywalnych. Całość pierwszej części pozwala nam odczuć w pełni makabryczność i beznadziejność sytuacji w jakiej znalazł się wypowiadający monolog. Druga zaś część utworu opiera się na zestawieniach kontrastujących ze sobą obrazów. Cierpienie, jakiego doznaje zakochany człowiek nie pozwala mu cieszyć się życiem, nie powala mu żyć. Odczuwa on przenikliwy ból, spala się w piekielnej śreżodze, a mimo to stwierdza: Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem// Wiecznym mych ojców, rozsypać popiołem. Utwór ten pokazuje z całą swoją dramaturgią cierpienie nieszczęśliwie zakochanego człowieka. Nawet śmierć nie może się równać doznaniom kochającego bez wzajemności. Również tutaj zauważyć można zwłaszcza w pierwszej strofie, swoistą grę światłocieni i niesamowitą relację barw, jaka w owym utworze zachodzi:
Leżysz zabity i jam też zabity- BIEL
Ty- strzałą śmierci, ja- strzałą miłości- BIEL oraz CZERWIEŃ
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości- CZERWIEŃ i BIEL
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty- ŚWIATŁO I CIEŃ
Łatwo można zauważyć, że jest to gra pomiędzy bielą i czerwienią oraz światłem i cieniem. Autor szuka jakiegoś „kompromisu” pomiędzy tymi dwoma przeciwstawnymi sobie zjawiskami, jakimi są miłość i śmierć, lawiruje między podobieństwami i różnicami po to, aby ukazać jakiś związek nie tylko znaczeniowy, ale także wizualny, jednakże odpowiedź na pytanie, które zapewne nurtuje czytelnika, odszukać możemy właśnie w odbiorze wizualnym. Bowiem odbiorca, mimo iż zdaje się być przekonany co do argumentacji podmiotu, nadal może się wahać, zastanawiać, czy oby ów podmiot liryczny na pewno ma rację? Czy nie przesadza. Jeśli spojrzymy głębiej i spróbujemy przeanalizować ten wiersz, okaże się że nawet osoba mówiąca w wierszu jest rozdarta i mimo że stawia tak kontrowersyjne hipotezy, to sama nie do końca jest przekonana o ich słuszności. Widać to wyraźnie, gdy zestawi się ze sobą opisy zakochanego i trupa, tylko w pierwszym wersie, gdzie zakochany sam nazywa się zabitym, odnajdujemy wizualne podobieństwo, bowiem on sam nam je sugeruje, twierdzi że jest zabity, tak sam jak trup, natomiast, pozostałe wersy ukazują zupełnie przeciwną relację kolorystyczną, wypływającą z wypowiedzi podmiotu lirycznego, która może świadczyć o tym, że porównywanie zakochanego z trupem jest daremne, naciągane, sztuczne i nieprawdziwe, a co za tym idzie nie wytrzymuje ono próby porównania, gdyż są to zjawiska nieporównywalne. Podmiot mimo iż posługuje się silną argumentacją słowną, stosuje dobre i trafne porównania i zestawienia, to jednak poprzez tę pozornie nieumiejętną (a w istocie zupełnie zamierzoną) grę kolorów, ujawnia, że jest jedynie rozżalonym kochankiem, a nie mędrcem, którego teorie należy traktować niczym wyrocznie.
W podobnej konwencji utrzymany jest również utwór Hieronima Morsztyna, pod tytułem: Oziębła miłość:
"Twardy kamień, a przecię iskry idą z niego,
Gdy weń stalą uderzą, które gorącego
Płomienia są posłowie. Woda ogień psuje,
Z wody lód, z lodu woda, kto się w mocy czuje
Niechaj wolny z żywioły, a pewnie spróbuje:
Gdzie się ogień zaweźmie, wodą nie ratuje.
Nie serce, ale krzemień nosisz, panno, w sobie,
Jam też nie stal, lecz stałość mając przeciw tobie
W ciemnej lodowni się drę, a Wenus wskrzesała
liche iskry twej chęci, którymi zapoznała
Serce me zamrożone, czyniąc mi nadzieją,
Że i twoje skamiałe od ognia zmiękczeje
Przecię-ć się w nas ta miłość nierówno żarzyła,
Ja pałam, a tyś zgasła, cóżeś uczyniła?
Bym nie zgorzał, łzy leję, woda źrenic moich
Chce we mnie płomień zgasić zdradnych chęci twoich
I stałość we mnie topi, a ogień zalewa,
Zagrzejwa się, Zosieńku, póki nie zmarzniewa".
Wiersz ten, opowiadający o złudnym i zmiennym obliczu miłości, w piękny sposób ukazuje nie tylko grę świateł, ale także grę ciepła i zimna, a przede wszystkim dzięki zastosowaniu antytez, zmienność i przemieszanie obrazów. Przede wszystkim autor, stara się w oczach odbiorcy stworzyć wizerunek niestandardowy, nieklasyczny, pokazuje jak banalne są jego skojarzenia i wyobrażenia na dany temat. Autor zaś chce stworzyć jakąś nową wartość, tworzy w oczach odbiorcy obrazy nieprawdopodobne, po to, aby wzmocnić swój przekaz, aby pokazać siłę miłości, ale w taki sposób aby jej moc była możliwa do dostrzeżenia przez oko ludzkie.
Poezja baroku była bodajże jednym z najbardziej charakterystycznych gatunków poezji. Swój niezwykły charakter zawdzięcza ona niewątpliwie nowatorskiemu sposobowi postrzegania piękna. Odtąd bowiem, piękno staje się wartością subiektywną, bardzo zróżnicowaną, zależną nie od samego obserwowanego obiektu, ale przede wszystkim od obserwatora i jego refleksji na dany temat. Piękno kreuje więc sam autor, który stara się niejako narzucić swój punkt widzenia odbiorcy wiersza. Staje się zatem, jego „okiem”, tak zwodzi czytelnika, że ten zachowuje się niczym ślepiec w labiryncie, przez który może go poprowadzić jedynie sam podmiot liryczny, którym nierzadko jest sam autor. Omamia on odbiorcę grą kolorów, świateł, wyszukaną formą utworu, a wszystko po to, aby wzmocnić przekaz wiersza, bądź też nieraz, pod tą osłoną skrzętnie ukryć jego prawdziwe znaczenie. To właśnie w kręgu zmysłu wzroku czytelnik jest najczęściej przez autora manipulowany, gdyż jest to zmysł, który poddany jest bezustannej weryfikacji naszego rozumu, logiki. Człowiek zawierzając temu co widzi, często ulega ułudzie i tak samo jest z wierszem- odbiorca zawierzając obrazowi, jaki kreuje przed nim podmiot liryczny, zawierza mu, czyniąc z niego samego swój „narząd wzroku”. Autorzy barokowi, odnosząc się często do zmysłu wzroku, opierają swoje przekazy wizualne za pomocą silnych i wyrazistych odniesień do malarstwa- barwy, zastosowanie światło-cienia, przemieszanie kolorów- wszystko to przywodzi na myśl płótna artysty-malarza. Jednakże to nie jedyne motywy, jakimi poeci barokowi się posługują. Chętnie korzystają z oksymoronów i antytez, ciekawych zestawień, które nie tylko ubogacają i urozmaicają utwór, ale przede wszystkim zwodzą i mylą odbiorcę, który niebaczny na „zasadzki” autora, zawierza jego wizjom w zupełności, odrzucając niemalże w całości swój aparat krytyczny. Poezja barokowa w kręgu zmysłu wzroku to poezja bardzo zróżnicowana w swojej kompozycji jaki i formie przekazu, jednak spójna w swojej filozofii przekazu, jaki niesie. Jest nim niewątpliwie zmanipulowanie odbiorcy, zagranie na jego doznaniach wizualnych i konfrontacja ich z wizją poetycką.
Bibliografia:
1. Harnas Czesław, Literatura baroku, pod red. Jerzego Ziomka, Warszawa 1987
2. Morsztyn Jan Andrzej, Wybór poezji, Warszawa 1963
3. Naborowski Daniel, Poezje, Warszawa 2003
4. Potocki Wacław, Wiersze wybrane, Wrocław 1992
5. Stępień Paweł, Poeta barokowy wobec przemijania i śmierci. Hieronim Morsztyn, Szymon Zimorowic, Jan Andrzej Morsztyn, Warszawa 2000.
6. Renesansowe i barokowe rozumienie człowieka i świata- konspekt wykładu dra Leszka Teusza
7. Człowiek i świat w renesansie i baroku- konspekt wykładu dra Leszka Teusza
8. Renesans i barok- dwie epoki, dwie wizje świata- konspekt wykładu dra Leszka Teusza
[1] Naborowski Daniel, Poezje, Warszawa 2003
[2] Zabiegiem konkatenacji nazywamy takie ukształtowanie tekstu,w którym każda następna jednostka powtarza i rozwija fragment poprzedniej
[3] Potocki Wacław, Wiersze wybrane, Wrocław 1992
[4] Morsztyn Jan Andrzej, Wybór poezji, Warszawa 1963
[5] Chiazm jest odmianą paralelizmu składniowego, polegająca na odwróconej symetrii dwóch cząstek składniowych z których druga powtarza w odwrotnej kolejności początek syntaktycznych składników pierwszej
[6] Morsztyn Jan Andrzej, Wybór poezji, Warszawa 1963